„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
czwartek, 16 kwietnia 2026 Kseni, Cecylii, Bernardety

Demograficzne wyzwanie

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej upubliczniło  wstępne dane GUS  dotyczące urodzeń w pierwszym kwartale bieżącego roku. Urodziło się około 100 tyś dzieci, to jest o 7% więcej niż w  pierwszym kwartale ubiegłego toku. O  O,8 punkt poprawił się współczynnik urodzeń i wyniósł  on 10,4 na 1000 urodzeń. Pomimo tego wzrostu, w pierwszym kwartale zmarło 117 tyś osób i w rezultacie mamy spadek ludności w porównaniu z końcem roku ubiegłego.

Dane za pierwszy kwartał są znacznie mniej optymistyczne, niż wynikało to zarówno z rządowych, jak i publicystycznych ocen poprzednich danych statystycznych dotyczących urodzeń.  W roku ubiegłym bowiem urodziło się około 15 tyś więcej dzieci i ten wzrost miał miejsce przede wszystkim w końcowych miesiącach ubiegłego roku, a zatem mógł wskazywać, że rodzice podjęli decyzję o posiadaniu dziecka  pod wpływem zapowiedzi wprowadzenia programu 500+.Także dane za styczeń wskazywały, że urodziło się j o 5 tyś więcej dzieci w porównaniu ze styczniem roku ubiegłego. Pierwszy kwartał tego roku, jest istotny o tyle, że obecne urodzenia mają miejsce w sytuacji, już nie zapowiedzi, ale w sytuacji wprowadzenia programu500+. A zatem ten kwartał  jest pierwszą weryfikacją nadziei na poprawę sytuacji demograficznej pokładane w tym bardzo ważnym i kosztownym programie. Oczywiście  pełna weryfikacja tych nadziei będzie możliwa w miarę upływu czasu. Nie mniej dane te są już  ważną przesłanką do oceny tego programu, jego uwarunkowań, perspektyw demograficznych naszego kraju oraz dalszych działań w zakresie wsparcia rodziny posiadającej dzieci.

kwie
16

Jak odwrócić bieżący trend katastrofy demograficznej

czytaj więcej >>

Otóż trzeba przypomnieć, że kryzys, a właściwie katastrofa demograficzna z jaką mamy do czynienia, nie jest zjawiskiem ostatnich lat. Już od początku lat 90-tych pokolenie dzieci nie odtwarza pokolenia rodziców. W latach  90-tych systematycznie spadał poziom urodzeń, tak że najbardziej dokładny miernik jego poziomu - współczynnik zastępowalności pokoleń spadł na początku tego wieku do poziomu 1,2-1,3 i na tym poziomie utrzymuje się do tej pory. Dopiero poziom 2,1 gwarantuje prostą zastępowalność pokoleń. W roku 2014, Polska na 224 państwa znalazła się na 212 miejscu pod względem współczynnika dzietności. Te dane pokazują dramatyzm polskiej sytuacji demograficznej, bowiem utrzymanie jej prowadzi do systematycznego starzenia się polskiego społeczeństwa, wymierania naszego narodu, a także kryzysu gospodarczego i zapaści systemu emerytalnego .Po prostu na zwiększające się populację emerytów nie będzie komu pracować. Katastrofa demograficzna jest największym zagrożeniem przyszłości naszego narodu. Nie ulega wątpliwości, że zasadniczą przyczyna spadku dzietności, była bariera ekonomiczna, choć z czasem, coraz bardziej uwidaczniają się bariery kulturowe. Nie mniej badania postaw rodzicielskich niezmiennie wskazują, że polskie rodziny chcą mieć więcej dzieci. A te przekonania potwierdziły też doświadczenia rodzin polskich emigrantów w Wlk. Brytanii, wśród których współczynnik dzietności wynosi 2,3-2,4, czyli bardzo wyraźnie powyżej prostej zastępowalności pokoleń 

 Niestety kwestia kryzysu demograficznego była kompletnie ignorowana przez dominujący establishment polityczny, a próby wprowadzenia polityki wsparcia rodziny były bądź skutecznie blokowane, bądź zupełnie niewystarczające. Pierwszą próbą wsparcia rodzin była próba podjęta przez ZCHN w okresie rządów AWS wydłużenia urlopów macierzyńskich. Inicjatywa  ta blokowana przez ówczesnego wicepremiera Balcerowicza, ostatecznie  uchwalona, ale za rządów SLD została wycofana. I to w sytuacji gdy za rządów Leszka Milera urodzenia spadły do 351 tyś, czyli najniższego poziomu w historii powojennej Polski. Następną zasadniczą próbą była koncepcja 500+, opracowana przez dr. Cezarego Mecha i przeforsowana w programie wyborczym PIS w 2005  przez środowisko, które później znalazło się w Prawicy Rzeczpospolitej. Niestety po wyborach, Jarosław Kaczyński wyrzucił tą koncepcję do kosza, a politykę gospodarczą rządu PIS powierzył Zycie Gilowskiej znanej zwolennicze polityki Balcerowicza. Gdyby program 500+ został wprowadzony w czasie rządów PIS w okresie 2005-07, dziś Polska znajdowałaby się w zupełnie innej sytuacji i demograficznej i ekonomicznej. Bowiem wówczas w wieku reprodukcyjnym znajdowało się pokolenie wyżu demograficznego z przełomu lat 70-tych i 80-tych.Prawdopodobnie dziś mielibyśmy o około miliona więcej dzieci w Polsce, co zupełnie zmieniłoby sytuację demograficzną. Co więcej wprowadzenie wówczas tego programu w znacznym stopniu powtrzymałoby emigrację zarobkową. A sam program przyczyniłby się do wzrostu gospodarczego z jakim obecnie mamy do czynienia. Niestety ówczesna nieodpowiedzialna decyzja Jarosława Kaczyńskiego spowodowała zastopowanie poprawy sytuacji demograficznej i wypędziła część Polaków za granicę w poszukiwaniu pracy. Ówczesny rząd PIS nie chciał wprowadzenia polityki prorodzinnej, odrzucając projekt wydłużenia urlopów macierzyńskich do jednego roku i proponując przed wyborami 2007 roku tzw. małą ulgę podatkową. Było to tylko pozorowanie polityki prorodzinnej. Na szczęście wbrew rządów w 2007 roku udało się  z inicjatywy Prawicy Rzeczpospolitej, uchwalić dużą ulgę podatkową. Był to pierwszy niewystarczający, ale odczuwalny akt wsparcia dla rodzin posiadających dzieci. W jej efekcie nastąpił wzrost urodzeń o około 30 tyś dzieci przez 3 lata, a współczynnik reprodukcji prostej wzrósł do 1,4.Ulga ta była pięciokrotnie niższa niż projektowana pomoc w ramach 500+, ale i tak dała wyraźny wzrost urodzeń. Także rząd PO podjął pewne działania, jak wydłużenie urlopów macierzyńskich, ale były to działania zdecydowanie niewystarczające i obliczone bardziej na efekt propagandowy, więc nic dziwnego, ze za rządów tej partii nastąpił spadek urodzeń.

Dlatego wprowadzenie  w roku ubiegłym programu 500+, jest właściwie najważniejszą formą wsparcia rodzin w sytuacji katastrofy demograficznej. Niestety jest to wsparcie mocno spóźnione. Ten program jest mocno spóźniony nawet w porównaniu z innymi krajami, które przeżywały podobne załamanie demograficzne jak Polska. W Rosji wprowadzono znaczącą pomoc dla rodzin w roku 2007, podobną politykę wprowadziły także Białoruś i Węgry. I jest to pomoc w wielu wymiarach bardziej znacząca niż w Polsce. W Polsce, pokolenie wyżu zaczęło już wychodzić z wieku prokreacyjnego i w ten wiek zaczęły wkraczać roczniki niżu  lat90-tych. Po prostu będzie coraz mniej rodzin, a w konsekwencji coraz mniej dzieci. Jedyną szansą na poprawienie tej sytuacji jest wylansowanie modelu dzietności 2+3, czyli rodziny posiadającej co najmniej trójkę dzieci. Ale to wymaga podjęcia dalszych działań wspierających polskie rodziny ze względu na posiadanie dzieci. A tym czasem rząd sprawia wrażenie, że jest tak usatysfakcjonowany sukcesem wdrożenia tego programu, że nie robi w zasadzie nic innego, jak jedynie dyskontowanie polityczne jego wprowadzenia. Minister Rafalska zachwyca się możliwością przekroczenia poziomu 400 tyś urodzeń w tym roku. Otóż po wprowadzeniu dużej ulgi podatkowej w latach 2008-10, urodzenia zbliżyły się do 420tyś, a współczynnik zastępowalności pokoleń osiągnął poziom 1,4. Jeżeli zgodnie z nadziejami minister Rafalskiej  poziom urodzeń nawet znacząco przekroczy 400tyś urodzeń, to pomimo to że cieszy każdy wzrost, to jednak nadal nie będzie prostej zastępowalności pokoleń, a osiągnięcie właśnie tej zastępowalności powinno być podstawowym celem polityki państwa polskiego. Dlatego ogłaszanie sukcesem dotychczasowego wzrostu urodzeń jest po prostu co najmniej niewłaściwe i stwarza wrażenie, że nie o wzrost urodzeń tu chodzi, a tylko o wzrost oparcia społecznego.

Dlatego obecnie są potrzebne dalsze działania wspierające dzietność w naszym narodzie. Przede wszystkim trzeba wydłużyć urlopy rodzicielskie, przynajmniej do dwóch lat przy urodzeniu drugiego dziecka i trzech lat przy urodzeniu trzeciego i następnego, tak, aby przy koniec urlopu przy trzecim dziecku, umożliwił bezpośrednią opiekę przedszkolną. Następnym działaniem powinno być dalsze uelastycznienie czasu pracy dla matek, tak, aby praca nie kolidowała z obowiązkami macierzyńskimi. Wreszcie trzeba wprowadzić system dodatków emerytalnych dla matek, które urodziły troje lub więcej dzieci, a od urodzenia i wychowania pięciorga dzieci powinny matkom przysługiwać emerytury. Bowiem polski system emerytalny opiera się na solidarności pokoleń i pokolenie pracujących dzieci pracuje na emerytury swoich rodziców. Nie jest sprawiedliwe, aby dzieci z rodzin wielodzietnych pracowały przede wszystkim na emerytury tych, którzy nie mają dzieci, czy mają ich mało, a nie pracowali na emerytury własnych rodziców. Wreszcie media, które znajdują się w rękach obozu rządzącego powinny propagować model rodziny przynajmniej z trójką dzieci, bo od dominującego w kulturze masowej wzorca rodziny, bo zauważamy wzrost znaczenia kultury masowej na modeli funkcjonowanie rodziny. 

Dane dotyczące wzrostu urodzeń za pierwszy kwartał są bardzo skromne. Nie mniej trzeba pamiętać, że katastrofa demograficzna jest największym zagrożeniem naszego narodu i dlatego trzeba zrobić wszystko, aby jej uniknąć. Dlatego dotychczasowe działania w zakresie polityki prorodzinnej, choć bardzo ważne, są niewystarczające i potrzebne są dalsze działania, które odwrócą zasadnicze trendy demograficzne . Celem polityki państwa polskiego powinno być przynajmniej osiągnięcie prostej zastępowalności pokoleń, czyli upowszechnienia modelu rodziny 2+3. I dopiero osiągnięcie tego poziomu pozwoli mówić o sukcesie polityki państwa w tym zakresie.

Znikający kraj. To może być ostatni dzwonek dla Niemiec. Inaczej

czytaj więcej >>

 

Marian Piłka

Historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej