„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
czwartek, 16 kwietnia 2026 Kseni, Cecylii, Bernardety

Podział Cesarstwa

Dioklecjan, pod koniec kryzysowego III w. przywrócił stabilność i  jedność cesarskiej władzy. Jednak doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że zachowanie jedności Cesarstwa wymaga decentralizacji i podziału władzy. Utworzenie tetrarchii było odpowiedzią na kryzys zarządzania tak wielkim i różnorodnym Cesarstwem. I choć w następnym wieku dążenie do utrzymania jedności władzy powracało ze zdwojoną siłą, to jednak, rzeczywistość ostatecznie wymusiła podział w 395 roku dokonany przez cesarza Teodozjusza. Teodozjusz podzielił Cesarstwo według naturalnego podziału kulturowego, które pokrywało się także z podziałem ekonomicznym. Zachodnie Cesarstwo zdominowane przez kulturę łacińska i wschodnie przez kulturę helleńską. Pomimo tego podziału zachowano doktrynę jedności Cesarstwa - doktrynę, która nie była tylko nic nie znaczącą ideologią, ale żywą świadomością nie tylko dziedzictwa i tradycji, ale jedności owocującej solidarnością i dążeniem do jedności także w wymiarze politycznym i militarnym. Cesarstwo, choć podzielone, było jednym państwem rządzonym przez odrębnych cesarzy. Niemniej ten podział zaowocował odrębnymi strategiami. Cesarstwo Zachodnie przyjęło strategię otwartości na proces germanizacji armii i na napływ germańskich osadników, ostatecznie zakończony jego zniszczeniem. Natomiast Cesarstwo Wschodnie wybrało strategię zamknięcia, strategię przeciwstawienia się zewnętrznym zagrożeniom i obrony własnych granic. W rezultacie strategia wschodnia przyczyniła się do przetrwania Bizancjum o prawie tysiąc lat dłużej. Okazała się znacznie skuteczniejszą  w ocaleniu dziedzictwa kulturowego i państwa, niż zachodnia strategia otwartości.

Zasadniczym wyzwaniem, przed którym stoi nasza cywilizacja, to zdiagnozowanie charakteru istniejącego wyzwania. Publiczne debaty są pełne zarzutów pod adresem partii rządzącej o dążenie do wyjścia z Unii, czy deklaracji zarówno ze strony opozycji, jak i obozu rządzącego wierności unijnym zobowiązaniom.  Bo choć jesteśmy straszeni powstaniem Unii wielu prędkości, to w rzeczywistości te debaty są zupełnie oderwane od rzeczywistości. Unia, a szerzej Europa wkroczyła bowiem w okres upadku, który można porównywać z kryzysem Rzymu III wieku, połączonym z narastającą inwazją barbarzyńców mającą miejsce w IV  i V w. n.e. Analiza trendów pokazuje narastający spadek pozycji Unii w demografii i gospodarce światowej. Według typologii Arnolda Toynbee Unia Europejska to przejaw państwa uniwersalnego naszej cywilizacji. A państwo uniwersalne, którego powstanie było poprzedzone okresami wojen i zaburzeń i witane było z radością przez społeczeństwa w nim żyjące, oznacza ostatni etap przed ostatecznym upadkiem cywilizacji. Bowiem państwo uniwersalne pomimo uroku swego bogactwa i początkowych gwarancji bezpieczeństwa nie jest etapem cywilizacyjnego rozwoju. Jest formą unifikacji i uniformizacji, która zabija siły rozwojowe każdej cywilizacji. Europa jest  jak wielkie padające zwierzę, tracące instynkt samozachowawczy  i nie mające już ani woli ani siły obrony swej racji istnienia,  nad którym krążą już stada sępów gotowe do urwania co bardziej smakowitych kęsów. W perspektywie 20-30 lat imigracja może doprowadzić do islamizacji kilku zasadniczych państw europejskich i ich bałkanizacji. Sytuację pogarsza jeszcze fakt syndromu Walentyniana II, na który cierpią unijne elity, syndromu zaniku instynktu samozachowawczego, zupełnego niezrozumienia istniejącej sytuacji i traktowania Europy w kategoriach politycznego i ekonomicznego łupu. Kardynał Sarah stwierdził, że Europa umiera. Proces upadku jest procesem długim, ale jak pokazują dotychczasowe doświadczenia historii, procesem nieodwracalnym.

46. Ogólnopolska Pielgrzymka Obrońców Życia Człowieka na Jasną Górę

czytaj więcej >>

Sytuację naszego kraju komplikuje fakt, że ta upadająca Unia traktowana jest jako jedna z  podstawowych gwarancji naszego bezpieczeństwa przed odradzającym się rewizjonizmem rosyjskim. Tyle, że Rosja, choć potężna militarnie oraz stanowiąca realne zagrożenie militarne i geopolityczne, przeżywa także niezwykle groźny kryzys, który w dłuższej perspektywie może także doprowadzić do kolejnej wielkiej smuty i kolejnego upadku tego państwa. Zasadnicze pytanie przed którymi stoimy, to pytanie które procesy rozpadu będą szybsze, bo od tego zależy wybór narodowej strategii i nasze bezpieczeństwo narodowe.

Otóż należy oczywiście podejmować działania mające na celu uratowanie naszej cywilizacji. Bo choć doświadczenia historyczne skłaniają do pesymizmu, to jednak historia nie jest zdeterminowana i nigdy nie jest za późno na wysiłki mające na celu obronę naszej cywilizacji, a w pierwszym rzędzie przezwyciężenie zaniku instynktu samozachowawczego. Oznacza to nie tylko obronę statusu państw narodowych w Unii, czy obronę przez napływem muzułmańskiej imigracji, ale przede wszystkim odrodzenie religii i kultury chrześcijańskiej jako fundamentu uratowania naszej cywilizacji. A potężne manifestacje w obronie rodziny na ulicach Paryża, Madrytu, czy Rzymu świadczą, że jeszcze w Zachodniej Europie są siły, które nie zgadzają się na kulturowy demontaż naszej cywilizacji i gotowe są stanąć w obronie jej chrześcijańskich fundamentów. A bez tej obrony, wszelkie działania będą miały co najwyżej charakter opóźniający "ostateczne rozwiązanie" problemu europejskiego. Bo Europa wbrew przekonaniu wielu nie jest przede wszystkim pojęciem geograficznym czy zorganizowanym w UE pojęciem politycznym, ale przede wszystkim cywilizacją chrześcijańską - jest Christianitas. Ma to tym większe dla nas znaczenie, że chrześcijańska Europa to jedyne bezpieczne międzynarodowe środowisko dla naszej niepodległości, kultury i bezpieczeństwa

Otóż polską odpowiedzią, jak i odpowiedzią środkowo-europejską na zagrożenie naszej cywilizacji jest podział Unii, jest Unia wielu prędkości. Postulat ten, który formułowany jest w gabinetach Brukseli, czy Paryża, jako forma egoistycznego szantażu wobec uboższych krajów Europy Wschodniej może być jedyną szansą na ucieczkę naszego regionu zarówno z pod cywilizacyjnego jak i w konsekwencji militarnego zagrożenia, jakie niesie ze sobą dekadencja kulturowa i bałkanizacja Europy Zachodniej. Bo dziś Unia Europejska nie jest tylko strefą pokoju, gwarancją naszego bezpieczeństwa i rozwoju. Jest także  narastającym zagrożeniem, zagrożeniem cywilizacyjnym, ekonomicznym i narodowym. Bo wbrew temu, co twierdzi biurokracja brukselska, Unia nie jest wspólnotą wartości. To Unia jest zagrożeniem dla wartości, które są fundamentem wielkości naszego kontynentu. Europę ukształtowało Chrześcijaństwo i Christianitas jest jej synonimem. Dziś Unia Europejska jest głównym promotorem niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, dezawuowania dziedzictwa chrześcijańskiego we współczesnej kulturze, jest promotorem destrukcji rodziny, aborcji i cywilizacyjnego wyniszczenia naszego kontynentu, demoralizacji młodego pokolenia, jest promotorem relatywizmu moralnego i poznawczego, zagrożeniem dla suwerenności państw narodowych i destrukcji wspólnot narodowych. Unia jest promotorem utopi społeczeństwa bez narodu, rodziny i bez płci. I tym samym jest niszczycielem wszelkich twórczych sił na naszym kontynencie. Polityka Komisji Europejskiej potwierdza tezę Toynbee`go, że cywilizacje giną przede wszystkim przez zanik instynktu samozachowawczego i działania o charakterze samobójczym. A takim działaniem jest niszczenie chrześcijańskiej tożsamości prowadzącej tylko do chaosu.

Unia, przez wielu postrzegana jako szansa na rozwój gospodarczy, staje się gwarantem neokolonialnego charakteru naszej gospodarki. Nie znaczy, że nie ma ona szans rozwoju, ale jest to rozwój zależny - podporządkowany przede wszystkim niemieckiemu centrum. Dziś zarówno Polska, jak i inne państwa naszej strefy pełnia rolę jaką zaprojektował dla naszej części kontynentu Friedrich Naumann w postaci Mitteleuropy, czyli ekonomicznego zaplecza dla gospodarki niemieckiej. Obecny kształt Unii, zwłaszcza w jej wschodnim wymiarze jest właśnie realizacją tej starej, imperialnej koncepcji, ekonomicznej dominacji Niemiec. Gospodarka zależna oznacza niemożność takiego rozwoju, który oznacza osiągniecie równego poziomu gospodarczego z najbardziej rozwiniętymi krajami Europy. Jest bowiem strukturalną barierą. Na straży zależnego charakteru naszej gospodarki stoi nie tylko jej neokolonizacja przez zagraniczny kapitał po upadku komunizmu, ale także polityka Unii Europejskiej utrudniająca budowę konkurencyjności naszej gospodarki w postaci pakietu klimatyczno-energetycznego, regulacji prowadzenia przedsiębiorczości, czego przykładem jest kwestia delegowanych pracowników, czy nałożone koszty na państwa postkomunistyczne w postaci ograniczenia produkcji zanieczyszczonej siarką. Także presja na wprowadzenie wspólnej waluty jest wyrazem polityki dążącej do utrzymania komparatywnej przewagi przez dominującą gospodarkę Unii. To wszystko obniża konkurencyjność polskiej gospodarki i buduję bariery uniemożliwiające przezwyciężenie jej zależnego i neokolonialnego charakteru. A w wymiarze społecznym oznacza to zagrożenie systematyczną emigracją Polaków w poszukiwaniu wyższych zarobków.

Natomiast koncepcja budowy jednego paneuropejskiego państwa jest koncepcją wywłaszczenia europejskich narodów z ich państw, jako zasadniczych instytucji broniących narodowej suwerenności i obywatelskich wolności. To próba ubezwłasnowolnienia narodów i pozbawienia ich możliwości obrony w sytuacji narastającego chaosu, wymuszania akceptacji polityki rewolucji genderowej, niszczenia chrześcijańskiej i narodowej tożsamości i islamizacji naszego kontynentu. To najbardziej nieodpowiedzialna polityka Unii, zagrażająca przyszłości całego kontynentu, a zwłaszcza bezpieczeństwa poszczególnych narodów. W tej sytuacji obecna polityka Unii jest fałszywą odpowiedzią na zasadnicze wyzwania. Nie jest bowiem odpowiedzią na zagrożenia Europy, ale prowadzi do zniszczenia tych elementów naszej cywilizacji, które mogą być podstawą do europejskiego odrodzenia i obrony naszej cywilizacji.

24 lutego 303 roku - tragiczna data w historii chrześcijaństwa

czytaj więcej >>

W sytuacji narastającego kryzysu Europy, a zwłaszcza imperialnych dążeń Niemiec za pośrednictwem struktur Unii Europejskiej, jak też w sytuacji polityki rewizjonistycznej Rosji, celem polityki polskiej musi być dążenie z jednej strony do budowy własnego potencjału narodowego, budowania wspólnoty interesów państw środkowo-europejskich, zwłaszcza wspólnoty gospodarczej i infrastrukturalnej oraz proces emancypacji ze struktur unijnych. Dopóki państwa tego regionu nie będą dla siebie najważniejszymi partnerami handlowymi, dopóty rzeczywistością będzie Mitteleuropa, a Międzymorze będzie tylko postulatem. Emancypację należy rozumieć nie jako wystąpienie z Unii, ale jako proces budowy wspólnoty interesów państw zagrożonych islamizacją, neokolonialną hegemonią mocarstw dominujących w Unii oraz obroną przed narzucaniem nihilizmu kulturowego przez Komisję Europejską. To przede wszystkim polityka budowania wspólnoty interesów w wielu wymiarach, rozwój technologiczny pozwalający na wydobycie się z pułapki rozwoju zależnego i unarodowienie własnych gospodarek. Dynamika tego procesu powinna być skorelowana z dynamiką procesów geopolitycznych na Wschodzie Europy, a wynikających z rewizjonizmu rosyjskiego i możliwych procesów dekadencji państwa rosyjskiego. Rosyjskie zagrożenie jest fundamentalnym ograniczeniem, bowiem Polska nie może dopuścić ani do porozumienia niemiecko-rosyjskiego, ani własnej izolacji w obliczu tego zagrożenia. Zasadnicza strategia powinna mieć przede wszystkim charakter defensywny, to znaczy, że nie powinno się prowadzić agresywnej polityki wobec dominujących państw w Unii, ale przede wszystkim bronić własnych interesów i blokować wszelkie strukturalne rozwiązania, które mogłyby pogorszyć szanse rozwojowe państw naszej części kontynentu. Strategia powinna prowadzić do przemodelowania obecnych relacji gospodarczych z typu zależnego na partnerski. Oznacza to ogromny wysiłek przede wszystkim rozwojowy oraz dążenie do zmiany reguł rządzących Unią. Oznacza także szukanie wspólnych płaszczyzn interesu, jakim może być, w obliczu proeksportowego charakteru polskiej i niemieckiej gospodarki, dążenie do utrzymania korzystnych regulacji międzynarodowych w zakresie handlu. Natomiast charakter ofensywny powinna mieć polityka broniąca kulturowych podstaw cywilizacji europejskiej, to znaczy obrona cywilizacji chrześcijańskiej. Charakter tej polityki powinien wynikać z założenia, że Unia jest nadal wspólnotą losu, choć coraz mniej wspólnotą wartości. I w zakresie wspólnoty losu podstawą współpracy w ramach Unii powinna być współpraca przede wszystkim państw europejskich, bez dalszej rozbudowy kompetencji struktur unijnych. Natomiast Polska powinna energicznie prowadzić politykę obrony cywilizacji chrześcijańskiej, nie tylko dając przykład poprzez własne ustawodawstwo chroniące życie dzieci nienarodzonych i odrzucenie genderowej rewolucji, ale także poprzez współpracę środkowo-europejską w zakresie obrony praw rodziny oraz forsowania na forum Unii obrony chrześcijańskiej tożsamości Europy.

Nowe centra siły tworzą się na ogół na obrzeżach upadających mocarstw. I tak potęga Macedonii Filipa II została zbudowana na gruzach przeżywającej kryzys, po wojnie peloponeskiej, Grecji. Potęga Wenecji została zbudowana na obrzeżach wycofującego się z Włoch Bizancjum. Moskwa zbudowana została na obrzeżach dekadenckiej Złotej Ordy. Prusy natomiast budowały swoją potęgę kosztem upadającej Rzeczpospolitej. Dziś w podobnej sytuacji geopolitycznej co wyżej wymienione ośrodki siły znajduje się Polska. W przeciwieństwie do większości nowotworzonych ośrodków siły, które miały charakter ekspansywny, budowanie polskiego ośrodka siły ma na celu przede wszystkim odbudowanie w naszej części kontynentu ośrodka siły, który byłby zdolny do stabilizowania naszego obszaru geopolitycznego i tym samym byłby gwarancją trwałego pokoju. To, co charakteryzuje budowanie ośrodków siły, to nie tylko ich dogodne położenie na granicy, czy nawet wewnątrz upadającego imperium i jasna koncepcja budowy własnej siły, ale przede wszystkim zdolność niedopuszczenia czynników destrukcyjnych dominujących w politycznym centrum do zdominowania także nowopowstającego centrum politycznej siły. Oznacza to, że nowopowstający ośrodek siły musi wykazać się umiejętnością korzystania z dostępu do środków upadającego imperium i jednocześnie nie dopuścić do rozpowszechnienia się destrukcyjnych procesów na własnym terytorium. To wyznacza długi i skomplikowany proces wymagający zręczności w budowaniu własnej pozycji i unikania mobilizacji zagrożonego dekompozycją i degradacją własnej pozycji imperium.

W tej koncepcji założenie budowy Europy wielu prędkości może być korzystną koncepcją dla uchronienia Polski i innych państw naszej części kontynentu spod wpływu destrukcyjnej polityki Komisji Europejskiej i jednocześnie zapewnić możliwości własnego rozwoju, korzystając z przynależności do Unii. Choć nie jest ona wspólnotą wartości może nadal być wspólnota losu. Oznacza to możliwość współpracy narodów europejskich, ale nie w oparciu o paradygmat budowy jednego państwa dążącego do uniformizacji ustrojowej i światopoglądowej, ale na luźniejszej podstawie, bardziej szanującej odrębności i specyfikę poszczególnych państw narodowych. Oznacza to także, że wspólna agenda nie będzie obejmowała wielu kwestii, które dziś są przedmiotem kontrowersji i sporów. Europa wielu prędkości, która jest już dziś faktem, choć nie  uznawanym formalnie i prawnie, to formuła stopniowej emancypacji naszego państwa spod destrukcyjnych procesów niszczących dziś zachodnią część naszego kontynentu i utrzymaniu współpracy w dziedzinach, które mogą być obopólnie korzystnie. To także utrzymanie solidarności NATO, jako podstawowej formy współpracy w zakresie europejskiego bezpieczeństwa i wstrzemięźliwość wobec wszelkich prób zastąpienia NATO innymi formami gwarancji naszego bezpieczeństwa. To także szansa, na bardziej podmiotowe relacje w wymiarze gospodarczym, a zatem ograniczenie tych barier, które dziś utrudniają  wyzwolenie polskiej energii i przezwyciężenie neokolonialnego charakteru naszej gospodarki. To szansa na  dostosowanie modelu Unii Europejskiej do wzrastających aspiracji naszego kraju i odseparowania się od groźnych procesów destrukcji europejskiej cywilizacji i niszczenia suwerenności państw  narodowych naszej części kontynentu.

Koncepcja Europy wielu prędkości, to szansa przebudowy Unii Europejskiej tak, aby Polska i inne państwa naszego obszaru  nie podzieliły losu upadającej Zachodniej Europy. To szansa na emancypację, rozwój i budowę własnego bezpieczeństwa. Wymaga to zdecydowanie innej polityki niż ta którą uprawia obecny rząd. Temu wezwaniu nie powinno się przeciwstawiać polityki "zarządzania przez konflikt”, permanentnej kłótni o sprawy drugorzędne. Spory o trybunał konstytucyjny, wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej,czy kwestia puszczy białowieskiej, to typowe przykłady walki o sprawy drugorzędne,  wygodne, dla establishmentu unijnego , ułatwiające przywoływanie nas do szeregu i izolujące wśród państw unijnych. Trzeba skupić się na sprawach najważniejszych obrony cywilizacji chrześcijańskiej , walki o interesy gospodarcze naszej części Europy, czy obrony prerogatyw państw narodowych. W tych sferach jesteśmy w stanie definiować nasz interes narodowy w kategoriach uniwersalnych, ogólnoeuropejskich i znajdować znacznie więcej zrozumienia i wspólnych interesów, niż w prowadzeniu polityki niezrozumiałych dla innych państw symbolicznych konfliktów. Tym bardziej że jak pokazuje kwestia przyjęcia traktatu lizbońskiego, poprzedzona , awanturą o kartoflane karykatury prezydenta Kaczyńskiego, polityka PiS-u potrafi się awanturować w sprawach drugorzędnych by skapitulować w sprawach zasadniczych. I wiele wskazuje także  że obecne postulaty dotyczące na przykład reparacji wojennych mają przesłonić realizacje zasadniczego postulatu integracyjnej polityki Berlina jakim jest zbudowanie europejskiej armii. To samo dotyczy poparcia polskiego rządu nie dla obrony cywilizacji chrześcijańskiej na płaszczyźnie międzynarodowej, ale dla postulatów politycznych homoseksualnego lobby. To polityka zaprzeczająca emancypacji naszego państwa w strukturach unijnych i wsparcie zarówno niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej jak i destrukcji państw narodowych. W tym zakresie polityka obecnego rządu nie przeciwstawia się destrukcji naszego kontynentu, ale pomimo wojennej retoryki, płynie w głównym nurcie unijnej polityki.

Dziś nasz kontynent stoi w obliczu dylematu Dioklecjana, jak zarządzać tak różnorodną i przeżywająca dekadencję Europą? Dioklecjan odpowiedział koncepcją decentralizacji zarządzania wraz z utrzymaniem znacznie luźniejszej jedności i współpracy. Ta koncepcja dała oddech upadającemu Cesarstwu. Pozwoliła na samodzielny rozwój i uchroniła przynajmniej część wschodnią Cesarstwa od losu jego zachodniej części. Gdyby w sposób dogmatyczny utrzymana była jedność, to prawdopodobnie Bizancjum podzieliłoby los upadku Cesarstwa Wschodniego niewiele później. Ten podział przy utrzymaniu formalnej jedności, dał możliwość wypracowaniu wschodniej części bardziej skutecznej strategii własnej obrony. Była to strategia zasadniczo odmienna od zastosowanej w zachodniej części. Odrzuciła bowiem otwartość na napływ barbarzyńców i wypracowała skuteczne metody obrony własnej tożsamości kulturowej i ekonomicznej. Dzięki temu podziałowi Bizancjum przetrwało prawie tysiąc lat dłużej niż Cesarstwo Zachodnie, zachowując dziedzictwo antyczne, które w okresie swego schyłku i upadku przekazało zachodniej Europie. Podział Cesarstwa okazał się najskuteczniejszym wyborem dla zachowania antycznych wartości które ukształtowały cywilizację zachodniego chrześcijaństwa - Christiantas, którego dziedzicami jesteśmy my wszyscy. Podział upadającego Rzymu okazał się  najlepszą strategią i dla Europy i dla całej ludzkiej kultury. I dziś w obliczu upadku zachodniej cywilizacji strategia podziału Unii jest najlepszą strategią na ocalenie naszej cywilizacji.

Wyrzeczenie się niepodległości

czytaj więcej >>

 

Marian Piłka

 

Historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej