Meandry polityki demograficznej
Dane demograficzne za pierwsze półrocze tego roku pokazują, że spada poziom urodzeń. W porównaniu z rokiem ubiegłym jest to spadek o 6 tyś . I przy utrzymaniu obecnej polityki demograficznej należy się spodziewać dalszego spadku. Ponieważ w okres prokreacyjny wkraczają roczniki niżu demograficznego lat 90-tych, znacznie mniej liczne od roczników z poprzedniej dekady. W konsekwencji obecna sytuacja prowadzi do dalszego starzenia się naszego narodu, ze wszystkimi negatywnymi skutkami społecznymi i ekonomicznymi tego faktu. Trzeba jasno powiedzieć że koncepcja 500+ w wymiarze demograficznym jest porażką. Wzrost urodzeń odnotowany w roku ubiegłym jest daleki od prostej zastępowalności pokoleń. W ubiegłym roku ten współczynnik wyniósł 1,45, gdy do prostej zastępowalności powinien on wynosić 2,1. W liczbach bezwzględnych oznacza to że dla odtworzenia pokolenia rodziców w pokoleniu dzieci potrzeba urodzeń na poziomie 560tyś, gdy w roku ubiegłym urodziło się tylko 402 tyś dzieci. Warto zaznaczyć, że nadal wskaźnik dzietności w naszym kraju jest nadal wyraźnie niższy niż w Niemczech, Rosji, czy Czechach. Nie ulega wątpliwości że ten program jest sukcesem w wymiarze socjalnym, bo radykalnie ograniczył sferę biedy , zwłaszcza w rodzinach wielodzietnych. Ale nie kwestie socjalne leżały u podstaw tej koncepcji. To dramatyczna sytuacja demograficzna powodująca wymieranie naszego narodu była powodem jego uruchomienia. Tak to sformułowano w przedwyborczym programie: "Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w krajach UE, Chcąc to zmienić, musimy wspierać rodziny z dziećmi, szczególnie rodziny wielodzietne".
Polityka ta nie spowodowała radykalnego wzrostu urodzeń, ale w bieżącym roku widzimy już ich spadek. Jeżeli nie zostaną podjęte zasadnicze zmiany w polityce demograficznej, to w następnych latach będziemy obserwować dalszy spadek urodzeń. To co niepokoi, to reakcja rządu. Otóż wicepremier Beata Szydło oświadczyła, że program 500+ to "ogromny sukces " i dodała że "dyskusja o jego zmianie jest dziś niepotrzebna". Dziś widać, że potrzebne są dalsze działania, które zlikwidują bariery w dzietności polskich rodzin, a rząd wydaje się usatysfakcjonowany nie tyle nadal dramatycznie niskim poziomem urodzeń, a satysfakcją i zadowoleniem tych rodzin, które otrzymują finansowe wsparcie. Takie stanowisko uzasadnia zarzuty Pawła Kukiza sformułowane w momencie wprowadzania tego programu, że rzeczywistym, niejawnym celem tego programu nie jest wzrost urodzeń i przeciwdziałanie katastrofie demograficznej, a jedynie pozyskanie poparcia społecznego. I nie ulega wątpliwości, że to poparcie społeczne rządząca partia sobie zapewniła. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby konsekwentnie nadal działała na rzecz przełamania katastrofy demograficznej. Deklaracje pani Szydło wskazują jednak, że rząd osiągnął swój rzeczywisty cel i nie zamierza podejmować dalszych kroków na rzecz wzrostu urodzeń. Temu twierdzeniu nie zaprzecza też rządowy postulat wprowadzenia najniższych emerytur dla matek z czwórką dzieci. Bowiem pojawił się on w momencie kryzysu wizerunkowego PISu, związanego ogromnymi premiami członków rządu. Postulat ten, słuszny sam w sobie, miał bowiem na celu przeciwdziałanie spadkowi poparcia dla rządzącej partii.
Ta sytuacja pokazuje, że polityka demograficzna jest zakładnikiem polityki partyjnej i jak interesy partyjne dominują nad interesem narodowym. I nie jest to tylko specyfika rządów pisowskich, ale praktycznie i wszystkich poprzednich. Pomimo kryzysu demograficznego, który ma początek we wczesnych latach 90-tych, nie stał się on centralnym problemem polskiej polityki. I choć na jego konsekwencje zwracano uwagę już od ponad dwudziestu lat, to przez czynniki decyzyjne był ignorowany. Przykładem tu jest blokowanie polityki prorodzinnej w okresie rządów AWS przez wicepremiera Leszka Balcerowicza, czy wyrzucenie do kosza w 2005 roku projektu 500+, zawartego w ówczesnym programie wyborczym PISu, przez Jarosława Kaczyńskiego. Także przykładem jest głosowanie PISu w 2007 roku przeciwko projektowi tzw dużej ulgi podatkowej na dzieci. Nie znaczy że nie były podejmowane żadne w tej kwestii działania. Wydłużono urlopy macierzyńskie o dwa tygodnie przez pierwszy rząd PISu, czy pewne projekty prorodzinne podejmowane przez rząd PO. Były to jednak działania w znacznej mierze pozorne, obliczone przede wszystkim na efekt wyborczy, a nie na przezwyciężenie kryzysu demograficznego.
Dlatego wprowadzenie w 2017 roku projektu 500+ zostało powitane jako działanie, które ma na celu rzeczywiste zmierzenie się z wyzwaniem jakim jest katastrofa demograficzna. Program ten bowiem wprowadził rzeczywistą i odczuwalną poprawę sytuacji materialnej dla rodzin posiadających dzieci. Nie ulega wątpliwości że przyczynił się on do wyraźnego ograniczenia biedy w rodzinach, zwłaszcza wielodzietnych i tym samym zapewnił trwałe poparcie dla obecnego rządu w liczących się grupach społecznych. Otóż rzecz nie w tym, że ten program działa na korzyść partii rządzącej. Jest bowiem oczywiste, że dobre rządy powinny zawsze spotykać się z pozytywną reakcja społeczną, tak jak złe rządy powinna spotykać się z potępieniem. Problem w tym, czy wprowadzana polityka prorodzinna ma rozwiązać istniejące problemy, czy też jej rzeczywistym celem jest uzyskanie poparcia wyborczego, a katastrofa demograficzna jest tylko pretekstem do określonych działań. I problem nie jest wcale teoretyczny. Bowiem wprowadzenie 500+ spowodowało wyraźny i prawdopodobnie trwały wzrost poparcia dla partii rządzącej, natomiast nie rozwiązało problemu samej katastrofy demograficznej. Wprowadzenie tego programu spowodowało wzrost urodzeń, zwłaszcza drugich i następnych, co samo w sobie jest pozytywnym zjawiskiem, ale ten wzrost jest zdecydowanie niewystarczający aby przełamać istniejący stan w polskiej demografii. Ta sytuacja powinna być czynnikiem , który powinien doprowadzić do podjęcia kolejnych działań mających na celu wzrost urodzeń.
Główną barierą urodzeń , jak na to wskazują badania, jest nadal bariera ekonomiczna. Bowiem poziom biedy, generalnie rośnie wraz z ilością dzieci, dlatego podstawowym celem polityki demograficznej jest zlikwidowanie tej bariery. Nie jest to bariera jedyna, bo istnieje także bariera kulturowa, ale zlikwidowanie bariery ekonomicznej spowodowałoby znacznie większy wzrost urodzeń w porównaniu z obecnym poziomem. Przykładem znaczenia czynnika ekonomicznego dla poziomu dzietności jest sytuacja polskich rodzin w Wlk. Brytanii, gdzie wśród polskich rodzin współczynnik dzietności wynosi 2,3, czyli znacznie powyżej prostej zastępowalności pokoleń. Otóż ta sytuacja wymaga polityki kompleksowej skoncentrowanej przede wszystkim na wsparciu rodzin z przynajmniej trójką dzieci. Bez upowszechnienia modelu rodziny wielodzietnej nie uda się przezwyciężyć obecnego kryzysu. Dlatego koncentracja pomocy materialnej powinna obejmować przede wszystkim rodziny rozwojowe z trójka i większą ilością dzieci. Tym czasem program 500+, wbrew ogłaszanym założeniom, nie ma takiego charakteru. Około 27% wszystkich nakładów idzie bowiem na jedynaków, a jedynie około12% idzie na dzieci z rodzin z trójką i więcej dzieci. Takie rozwiązanie jest spowodowane przede wszystkim względami wyborczymi, bo głosujących rodziców jedynaków jest znacznie więcej niż rodziców w rodzinach wielodzietnych. Po za tym każda rodzina pragnie posiadać choć jedno dziecko, dlatego ich wsparcie nie przynosi żadnego efektu demograficznego. Natomiast wsparcie rodzin rozwojowych może przyczynić się do wzrostu urodzeń. Dlatego zasadniczym zadaniem polityki prorodzinnej jest wzrost wsparcia na trzecie i następne dziecko. Wprowadzenie 1000+ na trzecie i następne dziecko byłoby istotną likwidacją bariery ekonomicznej jeżeli chodzi o posiadanie więcej niż dwoje dzieci i mogłoby przyczynić się i do wzrostu urodzeń i do upowszechnienia modelu rodziny wielodzietnej, zasadniczej dla przezwyciężenia katastrofy demograficznej. Przy obecnym poziomie urodzeń byłoby to wzrost wydatków w około 2,8mldzłotych, a zatem nieporównywalnie mniej niż wsparcie dla jedynaków. Wprowadzenie takiej pomocy, to uznanie, ze nie polityka partyjna, a interes narodowy jest zasadniczym celem polityki rządu.
Wprowadzenie koncepcji 1000+ dla trzeciego i następnego dziecka jest dziś najbardziej pilnym zadaniem w przezwyciężeniu katastrofy demograficznej, bo upowszechnienie modelu rodziny 2+3 jest dziś najważniejszym zadaniem w polityce demograficznej. I powinien poprzedzać wszelkie inne projekty zachęcające do posiadania więcej niż troje dzieci. Wprowadzenie emerytur dla matek nie przyniesie specjalnie rządowi nowych głosów, bo on już i tak ma głosy rodzin wielodzietnych, ale może przyczynić się do pewnego wzrostu rodzeń wśród rodzin już posiadających trójkę dzieci. co ma podstawowe znaczenie dla przyszłości naszego narodu. To brak tego wymiaru wyborczego jest najprawdopodobniej przyczyną niechęci rządu PISu do wprowadzenia korekt w obecnym programie wsparcia rodzin. Trzeba pamiętać także że projekt najniższych emerytur dla matek z czwórką dzieci ż nie spowoduje nadmiernych kosztów budżetowych, bo zdecydowana większość tych matek pracowała, tylko najczęściej nie ma wypracowanych lat do osiągnięcia najniższej emerytury. To przypuszczenie potwierdzają rządowe oceny kosztów wprowadzenia tych emerytur na poziomie poniżej jednego miliarda złotych. Dlatego też jest ważne, aby przy okazji prac nad projektem wprowadzenia tej emerytury zgłosić poprawkę dotyczącą wprowadzenia także średniej emerytury dla matek z piątka dzieci. Bo nie jest sprawiedliwe, żeby matki, które wychowały więcej dzieci nie korzystały z pracy swoich dzieci, gdy będą dorosłe. I trzeba czekać na kolejny kryzys zaufania do PIS aby wymusić wprowadzenie koncepcji 1000+dla trzech i następnych dzieci. Szkoda tylko że dopiero kryzys zaufania uruchamia w PIS mechanizm sięgania po mechanizmy polityki prorodzinnej.
Kwestia polityki demograficznej ma fundamentalne znaczenie. Dziś bowiem 9,2 mln emerytów utrzymuje 16,5pracowników. W 2050 roku liczba emerytów wzrośnie do 12,6 mln i prawie się zrówna z liczbą pracowników(12,7mln). Oznacza to że relacja emerytury w stosunku do płacy spadnie z 55% w 2016 roku do poziomu 26% w 2060 roku. A to oznacza, że zdecydowana większość emerytów będzie posiadała emerytury głodowe, bo nie będzie komu pracować na te emerytury. Dlatego szybkie wprowadzenie kompleksowej polityki demograficznej może przyszłości złagodzić wiele problemów wynikających z katastrofy demograficznej, Nie unikniemy wszystkich jej skutków, ale można zminimalizować ich negatywny wpływ na sytuację naszego kraju. Dlatego dziś inwestycja w politykę prorodzinną oznacza nie tylko ochronę poziomu życia wszystkich przyszłych emerytów, ale także zmniejszy negatywny wpływ na rozwój gospodarki, czy zminimalizuje degradację naszego kraju na arenie międzynarodowej. I dlatego należy jak najszybciej politykę demograficzną wyzwolić spod interesów partyjnych i uczynić ją priorytetem w polityce narodowej. Dziś bowiem rodziny wielodzietne są największym skarbem naszego narodu.
Marian Piłka
Historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej



