„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
poniedziałek, 20 kwietnia 2026 Czeslawa, Agnieszki, Mariana

SPOTKANIE ZE SŁOWEM – 109/365 - NIEZNAJOMY - (Łk 24, 13-35)

Poznali Chrystusa przy łamaniu chleba

Wyruszyłem wcześnie rano z schroniska na Kalatówkach na Kościelec. Wędrowałem sam. Potrzebowałem ciszy, przed podjęciem ważnej decyzji życiowej. Stado kozic rozpierzchło się we mgle z której wynurzył się nagle nieznajomy. Siedział na kamieniu i pił herbatę.
– Cześć, napijesz się.
– Cześć, chętnie odpowiedziałem.
Nieznajomy, którego oczy wydawały mi się znajome uśmiechnął się.
– Przyłączę się do Ciebie. – powiedział i ruszył pierwszy nie pytając o zgodę.
W drodze dużo rozmawialiśmy. Zwierzałem się z moich rozterek. Nieznajomy opowiadał o swojej historii. Była bardzo podobna do mojej przeszłości. Wtedy tego nie mogłem wiedzieć, ale dziś wiem, że przepowiedział mi moją przyszłość. Gdybym wtedy przejrzał, nie popełniłbym tylu błędów.

Z Ewangelii: W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało". Zapytał ich: "Cóż takiego?" Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali (…). Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu.

Każdy z nas ma swoją historię. Często zabiegani nie słuchamy tych, którzy próbują dać Nan wskazówki. Nie wiemy, że Bóg wciąż idzie z nami, przysyła ludzi czyni znaki. I najsmutniejsze jest to, że jak uczniowie z Emaus nie rozpoznajemy Go i nie słuchamy.

Panie otwórz me oczy i serce na każdego człowieka. Naucz mnie słuchać i kochać.

Fot. Vlad Bagacian.